
Tegoroczny cykl Grand Prix nie zostanie miło zapamiętany przez żużlowców z Wielkiej Brytanii. Zarówno Scott Nicholss, jak i Chris Harris ostatecznie zajęli miejsca na szarym końcu klasyfikacji. "Hot Scott" był piętnasty, a "Bomber" uplasował się lokatę wyżej od swojego rodaka. Obaj po raz drugi z rzędu nie potrafili zapewnić sobie pozycji w czołowej ósemce, gwarantującej starty w przyszłorocznym cyklu.
W piątek (13 listopada) przyznano dzikie karty na sezon 2010. Jakież było moje zdziwienie, kiedy odwiedziłem oficjalną stronę GP i dowiedziałem się, że na "dziko" znowu zobaczymy Harrisa. Oprócz niego występy w kolejnych zmaganiach tych elitarnych rozgrywek mają zapewnione Duńczyk Hans Andersen, Szwed Fredrik Lindgren oraz Anglik Tai Woffinden. "Fredka" i "Ugly Duck" byli o włos od wskoczenia do ósemki, ale ostatecznie swoje szanse pogrzebali w jedenastej rundzie o Grand Prix Polski. "Woofie" natomiast to objawienie minionego sezonu w rozgrywkach ligowych i turniejach indywidualnych. Na Wyspach, w Szwecji i Polsce wywalczył łącznie trzy medale (w Elite League złoto z Wolverhampton Wolves, w Elitserien srebro z Vargarną Norrkoeping i wreszcie w Polsce brąz z Włókniarzem Częstochowa).
O ile nie trudno znaleźć uzasadnienia do wytypowania wyżej wymienionej trójki, o tyle decyzja w sprawie "Bombera" wydaje mi się kompletnie niezrozumiała. Harris nie pokazał porywającego widowiska w GP, za to na wskroś często oglądał plecy rywali. Gdyby tego było mało, jeździec z angielskiego Truro już drugi raz otrzymuje szansę i kredyt zaufania od brytyjskiej firmy. Działacze z BSI twierdzą, że "Bomberowi" należy się dzika karta, dlatego że zajął wysoką pozycję w Grand Prix Challenge. To wszystko prawda, ale należy przypomnieć, iż te zawody odbyły się w Coventry, gdzie praktycznie na co dzień ściga się Anglik. W Elite League reprezentuje przecież barwy miejscowego Coventry Bees. Harris wygrał również jedną z rund Mistrzostw Świata w Cardiff. Do tego turnieju przygotowywał się przez wiele dni i na torze, który nie ma dla niego żadnych tajemnic zwyciężył w dobrym stylu. Ale co z tego, skoro po Cardiff oglądaliśmy znowu tego samego, jeżdżącego pasywnie, bez pomysłu Harrisa.
W Polsce występy Harrisa też nie powalają na kolana. Jego najlepszy okres przypadał chyba w sezonie 2007, kiedy to z powodzeniem reprezentował pierwszoligowy RKM Rybnik. Od 2008 roku jest zawodnikiem KM Ostrów, gdzie nie zyskał sobie sympatii ani kibiców, ani działaczy. - Harris? To lala! Patrzy tylko, żeby sobie tyłka nie poobijać, a zgarnąć jak największą kasę - odpowiedział ówczesny szkoleniowiec "Czarnych Diabłów" Janusz Stachyra, kiedy zapytałem go o Brytyjczyka. I chyba rzeczywiście coś tym jest. Nie tylko w Ostrowie Wielkopolskim Chrisowi przyszyto łatkę chimerycznego jeźdźca. Harrisa niechętnie zaprasza się na zawody organizowane w naszym kraju. Podczas spotkania ligowego w Gnieźnie Anglik nie mógł poradzić sobie z miejscowym torem i zwyczajnie odpuszczał na dystansie. Po tym meczu spytałem go o przyczyny słabej postawy. Odpowiedział w swoim stylu: - Co to ma być?! Ja nie jeżdżę na takich torach. To zwykłe śmietnisko, gówno po prostu. Czy uczestnikowi najlepszych rozgrywek na świecie przystoi wypowiadać publicznie takie słowa?
Zbierając argumenty za i przeciw przyznaniu Brytyjczykowi "dzikusa", gro było tych na niekorzyść kandydatury "Bombera". Tym bardziej dziwi mnie decyzja członków BSI. A może na siłę przyznawano dwie dzikie karty Anglikom? Odpowiedzi na to pytanie zapewne nigdy nie doczekamy. Martwić może coś zupełnie innego, mianowicie zwykła sprawiedliwość, a właściwie jej brak. Mnóstwo jeźdźców od lat puka do bram żużlowej elity. W wielu przypadkach te starania kończą się fiaskiem, choć nierzadko do sukcesu brakuje odrobina szczęścia.
A Chris Harris będzie musiał wznieść się na wyżyny swoich umiejętności, by udowodnić, że słusznie postawiono właśnie na niego. I mimo że osobiście nie wierzę już w odrodzenie popularnego "Bombera", to każdemu należy się jeszcze jedna, ostatnia szansa. Czy tym razem nie zostanie ona zaprzepaszczona przez lekkodusznego Anglika? Przekonamy się w przyszłym roku. Rozgrywki o Indywidualne Mistrzostwo Świata 2010 ponownie wystartują na wiosnę. Miejmy nadzieję, że cała (!) stawka dostarczy nam wielu wspaniałych żużlowych emocji.