
Robin Aspegren przedłużył kontrakt ze Startem Gniezno na sezon 2010. Przypomnijmy, że młody Szwed dołączył do pierwszoligowego zespołu w trakcie zeszłorocznych rozgrywek i w swoim debiucie wygrał bieg młodzieżowy podczas meczu ligowego (z Unią Tarnów na torze w Gnieźnie). Sam zawodnik nie kryje zadowolenia z podpisania nowej umowy. - Cieszę się, że znowu wystąpię w Starcie - mówi. Zachęcamy do lektury wywiadu.
Jak ocenisz swoje występy w minionym sezonie w barwach Startu Gniezno?
- Dołączyłem do zespołu w trakcie rozgrywek, więc trudno ocenić, jakby to było, gdybym jeździł od początku sezonu pierwszej ligi. Ogólnie jednak nie mogę narzekać, bo zdobyłem trochę cennych punktów w barwach Startu. Odpowiada mi tutejszy tor i na pewno z każdym kolejnym meczem będę spisywał się coraz lepiej.
Jak ocenisz relacje z gnieźnieńskimi działaczami?
- To profesjonalni ludzie i nie ma z nimi trudności w porozumiewaniu się. Do końca rozgrywek doskonale się dogadywaliśmy i jestem bardzo zadowolony z naszych relacji. Mam nadzieję, że podobnie będzie nam się współpracowało także podczas następnego sezonu.
Ty i Peter Ljung jesteście przyjaciółmi. Powiedz, jak wpływa na ciebie fakt, że jeździsz w jednym zespole ze swoim rodakiem?
- To wspaniałe, że mogę ścigać się z Peterem w jednym klubie. To właśnie dzięki niemu w dużej mierze dołączyłem do Startu w 2009 roku. Jego pomoc jest nieoceniona i jeśli nadarza się taka możliwość, pomagamy sobie w parku maszyn. W Elitserien miałem okazję jeździć z Peterem w Vetlandzie, więc teraz dogadujemy się już znakomicie.
Występujesz w lidze polskiej i szwedzkiej. Czy nie myślałeś, aby spróbować swoich sił na Wyspach Brytyjskich?
- Myślę, że to nie jest dobry pomysł w tym etapie mojej kariery żużlowej. To chyba zbyt duży krok, który mógłby mnie wiele kosztować. Nie chcę ryzykować. Na Wyspach Brytyjskich jest kilka meczów w tygodniu i trzeba mieć już pewne doświadczenie. Ja póki co koncentruje się przede wszystkim na dobrych występach w Polsce i Szwecji. Natomiast jeśli chodzi o Anglię, to z pewnością przyjdzie pora i na starty w lidze brytyjskiej.
Wspomniałeś, że w rodzimej lidze reprezentujesz barwy Vetlandy. Czy pozostaniesz w tym klubie także na sezon 2010?
- Tak, dogadaliśmy się z działaczami i w przyszłym sezonie również będę występować w Vetlandzie. Cieszę się z tego faktu, ponieważ dobrze współpracowało mi się z tamtejszymi działaczami i nie chciałem zmieniać otoczenia. Ponadto nasz zaprzyjaźniony klub Nässjö wystartuje w rozgrywkach Dywizji 1., więc prawdopodobnie uda mi się zaliczyć tam kilka występów.
Sezon 2010 będzie dla ciebie ostatnim w roli juniora. To dla każdego zawodnika bardzo ważny okres...
- Rzeczywiście, to czas, w którym mogę po raz ostatni pokazać się jako junior. Jeśli będę zdrowy, nie będą doskwierały mi kontuzje, to przystąpię do niego bez obaw. To podstawa, jeśli myśli się o osiąganiu dobrych rezultatów. Gdy jest zdrowie, można skupić się na sprawach czysto sportowych.
Postawiłeś już sobie konkretne cele na nadchodzący sezon?
- Tak, moim priorytetem jest wystąpić we wszystkich meczach w Polsce i Szwecji, godnie reprezentować barwy moich klubów i zdobywać dla nich wiele punktów. Chcę też cieszyć kibiców swoją jazdą, żeby opuszczając stadion mogli być usatysfakcjonowani i zadowoleni z widowiska. Z kolei nadrzędnym planem jest wywalczenie awansu do finału Indywidualnych Mistrzostw Świata Juniorów.
Co chciałbyś przekazać kibicom na zakończenie naszej rozmowy?
- Najpierw korzystając z okazji chciałbym im podziękować za doping w sezonie 2009. Cieszę się, że dobrze mnie przyjęli w zespole Startu. Życzę im też wiele radość i emocji w nadchodzących rozgrywkach. Do zobaczenia w sezonie 2010!