
Michał Szczepaniak po zmianie barw klubowych w Gnieźnie jest jednym z liderów Startu. Podczas meczu w Poznaniu jako jeden z nielicznych nawiązał równorzędną walkę z gospodarzami. Poniżej prezentujemy rozmowę z tym zawodnikiem.
Dominik Deptuła: Ulegliście w Poznaniu dwudziestoma punktami, ciężko będzie wam to odrobić, aczkolwiek na torze w Gnieźnie jesteście bardzo mocni…
- Każdy zespół na swoim torze jest bardzo mocny i ciężko będzie komukolwiek wygrać spotkanie wyjazdowe. Dlatego trzeba się skupić na meczach u siebie, choć oczywiście wyjazdów nie można odpuszczać i tam też trzeba walczyć.
Byłeś jednym z mocniejszych punktów w swojej drużynie jednak to nie wystarczyło do nawiązania równej walki…
- Dokładnie, chociaż nie do końca jestem zadowolony ze swojej postawy. W pierwszym biegu zostałem wykluczony po upadku w pierwszym łuku, może sędzia podjął pochopnie decyzje i mógł powtórzyć w czwórkę. Ostatnie dwa biegi też nie poszły po mojej myśli. Uważam, że brakowało punktów każdego i potrzeba nam regularności.
W pierwszym biegu była niewesoła sytuacja kiedy wyjechałeś trochę szerzej, a Mateusz [Szczepaniak przyp. red.] wleciał pod bandę…
- Ostro walczyłem z Norbertem Kościuchem, który jechał z pierwszego toru. Trochę mnie wywiózł i tak się potoczyło, taki jest żużel.
Jakie odczucia ci towarzyszą kiedy widzisz brata leżącego na torze?
- Na pewno bardziej myślę o nim niż o sobie i gdzieś zawsze to w głowie pozostaję. Sądzę, że w drugą stronę tak samo to działa.
Wiem, że planowaliście przed tym sezonem jeździć z Mateuszem w jednej drużynie, jednak potoczyło się to nieco inaczej…
- Takie jest życie i sport żużlowy, że każdy idzie gdzie mu najlepiej. Wiadomo, że nie będziemy się zawsze za sobą oglądać. Każdy z nas sam podejmuje decyzje.
Jak sądzisz, w czym tkwi problem, że na wyjazdach doznajecie tak wysokich porażek? Najpierw polegliście w Daugavpils, teraz w Poznaniu.
- Akurat w Poznaniu mi pasowało, może poza ostatnimi dwoma biegami i na pewno wyciągnę z tego jakieś wnioski. Natomiast ciężko mi wypowiadać się za resztę chłopaków. Mamy problem i jakoś trzeba go rozwiązać. Od początku nie jeździmy tak, jak to sobie wyobrażaliśmy.
W półfinale krajowych eliminacji do Indywidualnych Mistrzostw Świata też nie poszło ci tak, jakbyś sobie tego życzył…
- Nie chciałbym już do tego wracać, bo zawody były w Opolu, gdzie tor był dosypany na nowo. Była to też moja pierwsza impreza w tym roku, którą jechałem na torze innym niż w Gnieźnie. Zrobiło się trochę dziur w trakcie zawodów i był to dla mnie problem. Myślę, że gdybym teraz jechał jeszcze raz to byłoby o wiele lepiej.
Po słabym występie na Łotwie mieliście trenować na torach innych niż gnieźnieński. Odbyliście już takie treningi?
- Tak, jeździliśmy na torach w Gorzowie i we Wrocławiu, chociaż nie było na nich zawodników zagranicznych. Każdy z nas jest zawodowcem i powinien wyciągnąć z nich jakieś wnioski. Uważam, że treningi na przyczepnych torach dużo mi pomogły i poczyniłem postępy.