- Puste trybuny nie mobilizują tak jak pełne. Dlatego wszystkich kibiców zapraszam na kolejne mecze – mówi Norbert Kościuch, jeden z liderów PSŻ podczas meczu z Gnieznem. Poniżej prezentujemy rozmowę z tym żużlowcem.
Dominik Deptuła: W meczu z Gnieznem chyba sobie sprawiłeś trochę spóźniony prezent urodzinowy, bo zdobyłeś komplet punktów z bonusami.
- Prezent sprawiłem sobie samą jazdą. Cieszy mnie zarówno mój wynik, jak i całej drużyny. Przeciwnik też nieźle pojechał i to był kawał dobrego żużla. W takich zawodach występować to czysta przyjemność.
Patrząc na twoją jazdę nie wierzyłem, że podszedłeś do tego spotkania, jak do każdego innego, a przypomnę ci, że tak mówiłeś na treningach…
- Staram się mobilizować maksymalnie, również drużyna była zmobilizowana od początku do końca. Wszyscy pojechali świetnie, nie tylko ja. Jeśli jeden zawodnik zrobi komplet, a reszta zawiedzie czy też się pogubi to jego wynik nie da zwycięstwa drużynie. Dlatego cieszy mnie, że tworzymy zgrany kolektyw i każdy sobie pomaga nawzajem.
Zaprezentowaliście wspólnie z Mateuszem Szczepaniakiem świetną jazdę parową, co w poprzednich latach nie zawsze wam wychodziło. Nawet jeśli jeden z was gorzej wychodził spod taśmy to drugi starał się mu pomóc. - Dokładnie tak, wiadomo, że w każdym biegu jedziemy z różnych pól startowych i każde pole jest inne. Ja Mateuszowi pomogłem w biegu pierwszym, natomiast on mi w następnym. Na tym polega jazda drużynowa i pokazujemy, że nie jesteśmy zlepkiem indywidualistów.
Dysponowałeś szybkimi maszynami, co ułatwiło ci wygrywanie startów i wyprzedzanie rywali.
- Cieszę się, że ten sprzęt na który postawiłem spisał się, przynajmniej wiem czego się trzymać. Mam tylko jeszcze jeden silnik, który muszę sprawdzić.
Swojego świetnego wyniku chyba jednak nie uzyskałeś poprzez wygrane starty czy też właśnie kapitalnie przygotowane motocykle. Wywalczyłeś go swoją głową, bo widać było, że myślisz na torze, co udowodniłeś w biegach z Krzysztofem Jabłońskim.
- Staram się wykorzystywać swoje doświadczenie. W tym roku będę miał dziesięciolecie startów i jakieś doświadczenie z pewnością już mam. Może nie jest ono jeszcze zbyt duże, ale po dziesięciu latach trzeba już je wykorzystywać. Cieszę się, że tak fajnie mi to wszystko wyszło.
Wydaję się, że w tym dniu wszystko wam pasowało i nie było możliwości by ten mecz przegrać…
- Zgadza się, wszystko idealnie się zgrało. Pogoda, dopisali kibice, tor był też świetnie przygotowany, za co dziękuję trenerowi i toromistrzowi. Naprawdę wszystko było idealnie dograne i dzięki temu mogliśmy zaprezentować tak ładne zawody.
W połowie meczu prowadziliście już dziesięcioma punktami, czuliście wtedy luz psychiczny?
- Staraliśmy się nie tracić koncentracji do końca. Nawet kiedy wiedzieliśmy, że ten mecz jest wygrany. Prowadząc dziesięcioma punktami w połowie zawodów można przegrać podwójnie dwa wyścigi i już się robi niewesoło, dlatego to wcale nie jest duża przewaga.
A jak skomentujesz ten żużlowy maraton, który czeka was w tym miesiącu na Golęcinie? Czy to dobre rozwiązanie, że jedziecie tyle spotkań pod rząd u siebie?
- Trudno mi to oceniać, poza tym teraz i tak tego nie zmienimy. Może nie dla nas, ale dla kibiców to będzie trochę złe rozwiązanie. Myślę jednak, że nie zawiodą i będą w dużej liczbie przychodzić na stadion, tak jak to miało miejsce podczas derbów. My ze swojej strony będziemy starać się tworzyć ładne widowisko. Puste trybuny nie mobilizują tak jak pełne, dlatego wszystkich kibiców zapraszam na kolejne mecze.