
RKM ROW Rybnik nie może zaliczyć tego sezonu do udanych. Rybnicka
drużyna do końca będzie musiała walczyć o utrzymanie ligowego bytu. Wielu
kibiców winą za taki obrót sprawy obarcza menagera rybnickiego zespołu,
Dariusza Momota. Poniżej przedstawiamy jego zdanie na ten temat.
- Z częścią uwag pod moim adresem się zgadzam. Jednak w
większości przypadków opinie na mój temat są stekiem bzdur i pomówień. Ale
zdążyłem się już uodpornić. Biorąc pod uwagę obsadę meczu i błędy taktyczne, to
na palcach jednej ręki policzyłbym sytuacje, w których mogłem postąpić inaczej.
Kibic nie wie o tym, że czasami bywa tak, że zawodnik sam mi mówi, że nie czuje
się na siłach, by jechać sześć biegów. A obrywa zawsze ten, kto stoi z przodu.
W zeszłym sezonie był to trener Adam Pawliczek, obecnie ja. - mówi Dariusz Momot.
Grono fanów uważa, że błędem było nie zakontraktowanie
trenera: - Dwa tygodnie temu zakomunikowałem prezesowi, by sprowadził na moje
miejsce trenera. Pytanie tylko, kogo miałby wziąć i za ile? Finanse nie są tu
bez znaczenia. Nie mam też przekonania, czy nowy trener po drugim lub piątym
przegranym meczu coś by zmienił. Chyba tylko to, że wziąłby za robotę 4-5 tys.
zł, nie licząc kosztów wynajmu mieszkania.
Daje się także zauważyć słabe zgranie zespołu, a także
spadek ilości widzów na spotkaniach „Rekinów”: - Nie wiem. Ekipę budowałem
stosownie do możliwości finansowych. Liderami mieli być Nermark, Węgrzyk i
Jamroży, a zadaniu sprostał tylko ten pierwszy, który nawet jak coś spieprzy,
to potrafi się do tego przyznać. Dwaj pozostali zawsze winnych szukają wokół
siebie. Do zwycięstwa potrzeba jednak co najmniej czterech żużlowców w formie,
a u nas tylko do Karpova i Klindta nie mogę mieć zastrzeżeń. Zastanawialiśmy
się już nawet nad tym, czy czasem nie zaszkodziliśmy zawodnikom... rodzinną,
swojską atmosferą w klubie. Może należało ich potraktować na zasadzie:
"przyjeżdżasz, jedziesz mecz i wyjeżdżasz", "dajesz z siebie
wszystko albo do widzenia. W naszych prognozach finansowych zakładaliśmy, że
będziemy mieli frekwencję na poziomie 5-6 tys. Dlatego tym bardziej jest to dla
nas bolesna porażka. Jeśli jednak w Bydgoszczy czy Toruniu stadiony również
świecą pustkami, to mamy dowód na to, że recesja jeszcze nie minęła, a
pieniądza na rynku brakuje. Kibic powinien jednak być z nami na dobre i na złe.
Górnik leciał z ligi, ale ludzie w Zabrzu jakoś się nie zrażali.
Nie od dzisiaj wiadomo, że klub przeżywa spore problemy
finansowe, co może doprowadzić do braku kluczowych zawodników w najważniejszych
meczach: - Jeśli chodzi o Nermarka, ma to związek z zaległościami finansowymi
wobec niego. Nikt tego nie ukrywa. Facet robi dużo punktów w lidze, więc
zarabia sporo pieniędzy. Nie chcemy popełnić błędów naszych poprzedników i
jeszcze bardziej się zadłużać. Bieżące zadłużenie wobec żużlowców oscyluje w
granicach 200 tys. zł. Staramy się ustabilizować sytuację finansową. Zrobimy
wszystko, byśmy mogli pojechać w najsilniejszym składzie. Zależy nam na tym,
żeby I liga została w Rybniku. Miasto potraktowało nas tak: "Macie tu 500
tys. zł brutto na promocję Rybnika i spadajcie". Tylko że my promujemy
Rybnik w Gdańsku czy Grudziądzu, a rybniccy piłkarze, którzy dostają z kasy
miasta większe lub porównywalne pieniądze, rozsławiają go w Bogdanowicach albo Psarach.